Planeta głowa – wybierz kierunek twojej podróży

Niewątpliwie ostatnie tygodnie naznaczone piętnem zagrożenia pandemią każdemu z nas dały w kość. Zagrożenie płynące z rozprzestrzeniającej się, nie w pełni znanej i dającej się opanować choroby zmusiło nas do zmierzenia się z różnego rodzaju trudnościami, ograniczeniami, wywołało lawinę zmian i związanych z nimi emocji.

Przeżywamy wiele frustracji związanych z koniecznością dopasowania się do nowych, często niewygodnych i niechcianych wymogów, ograniczeń – odmiennych warunków życia. Mierzymy się z falą obaw i niepewności – dla niektórych jest to zatrzymanie czy spowolnienie aktywności zawodowej, obniżenie efektywności, niższe przychody, dla innych jest to walka: intensywna próba dostosowania się do diametralnie zmieniającego się otoczenia. Do tego ciągła niepewność o zdrowie swoje i bliskich. Tak mało wiemy. Przeżywamy realny stres. Każdy z nas na swój sposób. Na wiele doświadczanych sytuacji nie mamy żadnego wpływu, co jest tym bardziej frustrujące.

Szukamy sposobów na przetrwanie tej, miejmy nadzieję tymczasowej sytuacji. Z utęsknieniem patrzymy w przyszłość, marząc aby „to” już jak najszybciej się skończyło. A przykra prawda jest taka, że nie wiemy kiedy nastąpi ów wymarzony koniec. Fakt ten stawia nas przed koniecznością szukania sposobów na poradzenie sobie z realnymi trudnościami i stresem, których obecnie doświadczamy. Do historii przejdą memy, zdjęcia i filmiki obrazujące różne oblicza pandemii, jedne pełne czarnego humoru, inne ukazujące solidarność i kreatywność ludzi, tworzące się na odległość wspólnoty, słowa otuchy, mądre cytaty.

Kiedyś będzie jeszcze pięknie

Wierzymy, że przyjdzie jeszcze czas, kiedy będziemy to doświadczenie wspominać… Jednak teraz nie jest nam do śmiechu. Wielu z nas doświadcza realnej straty, realnego zagrożenia.

Szukamy sposobów radzenia sobie z tak nagle odmienioną rzeczywistością. Poszukujemy recept, inspiracji, złotych rad. Jednym z remediów na wymuszoną izolację stał się internet. Wyobraźmy sobie nota bene, jak przeżywalibyśmy ten czas bez dostępu do sieci: komunikatorów, dostępu do informacji, możliwości zdalnej pracy, zakupów on line, Netflixa… Prawie natychmiast internet zaroił się od webinariów, kursów on line, artykułów z przesłaniem, jak radzić sobie z zaistniałą sytuacją…

Po wstępnym zachłyśnięciu się możliwościami jakie daje nam technologia, wielu z nas zaczęło odczuwać pewne zmęczenie wirtualnym światem, „gadającymi głowami” z okien w Zoomie, Teams’ie, Discordzie czy Skypie. Tęsknimy za spotkaniami w realnym świecie, bezpośrednim kontaktem, uściskiem dłoni.

Na czym się więc skupić żeby „ogarnąć” nowe realia? Co jest priorytetem? I jak w miarę nieskomplikowany sposób poradzić sobie z tą zmianą? Proponuję kilka prostych do zastosowania metod opanowania odmienionej rzeczywistości. Dobra informacja jest taka, że zasady opisane poniżej są uniwersalne i będą użyteczne również kiedy „wszystko wróci do normy”.

Psycholodzy wskazują trzy podstawowe strategie radzenia sobie ze stresem:

  1. zmiana sytuacji – jeśli mamy na nią wpływ;
  2. zmiana sposobu myślenia o sytuacji;
  3. dbanie o swoją ogólną kondycję psychofizyczną.

Spróbujmy przyjrzeć się, jak możemy wykorzystać te propozycje.

Zmiana sytuacji

Kryzys wywołany pandemią kompletnie nas zaskoczył. Mało kto, z wyjątkiem elity preppersów, był na epidemię przygotowany, z wyprzedzeniem rozmieścił koła ratunkowe, opracował plan radzenia sobie z wszelkimi aspektami zaistniałej sytuacji. Nowością w porównaniu do znanych nam dotychczas zdarzeń jest ograniczenie naszej mobilności. Rozporządzenia dotyczące bezpieczeństwa stawiają granice swobodnemu przemieszczaniu się, które jako odpowiedzialni obywatele, chcąc nie chcąc, musimy przestrzegać.

W normalnej rzeczywistości, w sytuacji zagrożenia lub dyskomfortu zawsze mogliśmy wybrać jakiś wariant ucieczki. Paradoksalnie, zachowując wymuszony dystans społeczny, w sytuacji izolacji domowej trudniej nam zdystansować się od problemów, które staraliśmy się odepchnąć np. zatapiając się w pracy, podróżach służbowych, aktywności poza domem.

Kluczowym pytaniem przy projektowaniu zmiany jest pytanie o mój obszar wpływu – na co rzeczywiście mam wpływ, gdzie się on kończy. Zmiana zawsze powinna odnosić się do obszaru, na który mam realny wpływ. I tu warto dokonać racjonalnej oceny. Czasami zbyt łatwo poddajemy się zniechęceniu, oceniając sytuację jako nie dającą się zmienić, będącą poza naszym wpływem. Z drugiej strony przecenianie swojej mocy, stan „wszystko się da zrobić” może doprowadzić nas do ślepego zaułka… Pomiędzy hurraoptymistycznym „sky is the limit” i zniechęcającym „nie da się” znajduje się nasz obszar wpływu. Zgodnie z maksymą mędrców najzdrowszy jest złoty środek.

W sytuacji kryzysowej trzeba trzeźwo spoglądać na rzeczywistość – z jednej strony nie poddać się zniechęceniu i beznadziei, z drugiej nie dać się unieść propagandzie sukcesu, że niby wszystko jest możliwe. Warto więc realnie oddzielić te dwa obszary ekstremalne i dalej skupić się na tym, co znajduje się pomiędzy nimi: realnym obszarze mojego wpływu. Warto stworzyć konkretny plan, krok po kroku i zacząć go konsekwentnie realizować, rozpoczynając od rzeczy najważniejszych. Następnie obserwować efekty, wyciągać wnioski i modyfikować mój plan. I koniecznie celebrować nawet najmniejsze postępy i sukcesy! W sytuacji trudnej, właśnie docenienie swoich osiągnięć będzie dodawało nam skrzydeł i motywowało do dalszego działania.

Jeśli chcemy zadbać o własną skuteczność warto poszukać nowych rozwiązań, podejść do wyzwania inaczej niż do tej pory. Warto uczyć się od mądrzejszych od nas. Zgodnie z maksymą Alberta Einsteina  szaleństwem jest oczekiwanie innych efektów robiąc wciąż to samo. Może warto odważyć się na choćby mały eksperyment i przebudowę sytuacji w obszarze, na który mam osobisty wpływ.

Zmiana sposobu myślenia o sytuacji

 Jeśli nie możesz zmienić sytuacji, zmień swój sposób myślenia o niej. Nasz mózg nie odróżnia treści prawdziwych od wyobraźni. Przeprowadźmy prosty eksperyment: wyobraź sobie, że sięgasz po cytrynę. Przyglądasz się jej dokładnie – jaki ma kolor, jak wygląda skórka. Wąchasz ją. Przekrawasz na pół. Widzisz jak wypływają z niej krople soku. Wyciskasz z niej cały sok i wypijasz… Czy na koniec poczułaś/eś przypływ śliny w jamie ustnej? Zwykle tak właśnie się dzieje.

Ten eksperyment ukazuje, że nasz umysł potrafi produkować bardzo realne wyobrażenia. Dając się zalać negatywnym odczuciom, słuchając złych wiadomości, tworząc negatywne scenariusze, karmimy swój stres i zwiększamy poziom napięcia. Na własne życzenie. Warto zastanowić się nad sentencją „jesteś tym co myślisz”. Warto też kontrolować swój monolog wewnętrzny. I nie mam na myśli autocenzury, ponieważ myśli, tak samo jak emocje nie są ani dobre ani złe. Po prostu są. Problem z uporczywymi myślami polega na tym, że często wyolbrzymiamy ich znaczenie. Przywiązując się do danych myśli utrwalamy w mózgu i pogłębiamy ich ślad. W sytuacjach stresu nasz „leniwy” mózg wybiera utarte ścieżki i ślady, powraca na znane tory, odtwarza te same scenariusze. My zaś dziwimy się, że nic się nie zmienia, czujemy się jak w matni. Popadamy w syndrom błędnego koła. Warto to przerwać! Zakwestionować nasze negatywne myśli, spróbować je przeprogramować. Jeśli chcemy zmienić nasze tory myślenia, należy w to włożyć  trochę wysiłku. Nasz mózg, podobnie jak ciało potrzebuje regularnych ćwiczeń i setek powtórzeń, aby osiągnąć nowy kształt, nową rzeźbę.

Jak to zrobić? Jeśli dopada cię negatywna myśl, zatrzymaj się na chwilę – nie panikuj, obserwuj, nie oceniaj – myśli są tylko myślami. Nie przywiązuj się nadmiernie do nich. Odważ się na spojrzenie z innej perspektywy, rozszerz horyzont myślenia. Zauważ myśl, pozwól jej być, po pewnym czasie odpłynie. Tak jak chmura na niebie. Jeśli będziesz często trenować zmianę sposobu myślenia, w mózgu utworzy się nowa ścieżka, nowy tor, nowa autostrada, a ty z zaskoczeniem będziesz obserwować zmianę twoich dotychczasowych reakcji. Warto praktykować tę umiejętność gdyż większość z nas w pierwszym zetknięciu z nową sytuacją ma tendencje do oceny krytycznej, pełnej obaw. Często martwimy się na zapas.

A czy cieszymy się na zapas? Badacze zauważyli, że 80 procent rzeczy, o które się martwimy w ogóle się nie wydarzają… Zatem zbyt często wywołujemy stres na własne życzenie. Katujemy się negatywnymi scenariuszami przyszłości. Na domiar tego stawimy sobie ogromne oczekiwania – chcielibyśmy być doskonali, marzymy o tym, aby na każdy problem mieć rozwiązanie, świetnie sobie radzić w każdej sytuacji. Takie nierealne oczekiwania są dodatkowym, wielkim wyzwalaczem stresu. Po co sobie szkodzić w ten sposób? Bardzo przydatną jest praktyka wdzięczności – zauważanie i docenianie nawet najdrobniejszych pozytywnych zjawisk, których jesteśmy świadkiem czy doświadczamy – zapach kawy o poranku, uśmiech dziecka, promienie słońca wpadające przez okna, soczysta zieleń roślin, życzliwe słowo bliskiej osoby lub nieznajomego, pomoc kolegi…Ile masz na swoim dzisiejszym koncie wyrazów wdzięczności?

Dbanie o swoją ogólną kondycję psychofizyczną

W zdrowym ciele zdrowy duch. I tu pojawiają się banały: wysypiaj się, zdrowo się odżywiaj, dbaj o ruch – szczególnie ten na świeżym powietrzu, oddychaj, relaksuj się, medytuj, zrób coś co sprawia ci przyjemność, zadbaj o czas tylko dla siebie, buduj dobre relacje z ludźmi, których cenisz, lubisz. Wszyscy o tym wiemy. Wiemy choć często niewiele z tej długiej listy zaleceń realizujemy w praktyce, zawsze znajdując bardzo racjonalne wymówki. Przeciążamy nasz organizm nadmiarem zadań do wykonania, jemy w pośpiechu, a ilość obowiązków nie pozwala nam często nawet się wyspać. Sami nie stawiamy sobie zdrowej granicy, a źle pojmowana efektywność stała się niszczącą religią naszej cywilizacji. Brzmi to może pompatycznie, ale jest na wskroś prawdziwe. Jednocześnie stara dobra zasada „wystarczy być” przeszła już, na naszą niekorzyść, do lamusa. Może warto ją czasem odkurzyć.

Jakie masz dobre i złe nawyki w obszarze dbania o siebie? Czego robisz zbyt dużo, a czego za mało? Za czym tęsknisz? O czym marzysz? Czego najbardziej teraz potrzebujesz? Wyznacz sobie jeden prosty, ale ważny dla ciebie cel, zadbaj o jego realizację. Może pomocą będzie skupienie na tym co jest zwyczajnie tu i teraz, co realne, co dostępne. Przeszłość odeszła, przyszłość jest nieznana, jest tylko to co teraźniejsze. Przebudowa naszego mózgu odbywa się  tu i teraz. Zainwestuj w budowę nowej autostrady, utrwal życiodajne nawyki. Nie kiedyś tam, kiedy pojawią się lepsze okoliczności, tylko teraz. Bądź dla siebie dobry, wyrozumiały. Wymagaj, ale z rozsądkiem. Małe dzieci też nie od razu potrafią chodzić, mówić, pisać, czytać. Jesteśmy w sytuacji, w której  musimy sporo się nauczyć. Zachowajmy wiec spokój.

Może ten czas kiedy świat nieco, przynajmniej dla niektórych, zwolnił,  jest dobrą okazją do tego, aby zrobić nie tylko przegląd i porządki w szafach. Może warto zajrzeć w siebie i wyrzucić to co już niepotrzebne – co zaśmieca, przeszkadza obciąża, straszy, szkodzi? Decyzja należy do Ciebie – przynajmniej na to masz wpływ.

Hanna Malinowska

Na co dzień realizuję projekty związane z doskonaleniem umiejętności współpracy – w procesach sprzedaży, obsługi klienta, relacjach z kontrahentami oraz w wewnątrz firmy, w obszarze zarządzania pracownikami. Pracuje z menedżerami na różnych szczeblach zarządzania oraz zarządami firm. Jej pasją jest pomaganie firmom we wdrażaniu efektywnych i inspirujących metod przywództwa, tworzeniu spójnych standardów leadership oraz wspieranie organizacji w implementacji tych standardów w codziennej praktyce.